Panikara - moje drugie imie

Czy spotkaliście kiedyś na swojej drodze osobę, która z niczego potrafi zrobić niezłą AFERĘ i zatruć najbliższym dwa dni, włącznie z nocami? Jeśli nie, to właśnie macie tę niesamowitą okazję poznać. Witam, oto ja, największa panikara w całym wszechświecie. Jeszcze rano chciało mi się płakać, ręce mi się trzęsły na samą myśl, że 'jestem chora', a  teraz zachodzę w głowę jak mogłam o tym pomyśleć w ten sposób.

Otóż, po ostatnich przebojach z bólem dziąseł, który niespodziewanie minął, zaczęło drapać mnie gardło. Okej, nic wielkiego, pewnie złapałam jakiś wirus. Patrząc na fakt, że pracuję w przychodni jest to bardzo prawdopodobne. Nawet pogoda jest do tego mega sprzyjająca. Jednak w poniedziałek wieczorem zachciało mi się patrzeć w moje nieszczęsne gardło. Wtedy zobaczyłam coś, co mnie przeraziło. Jakaś narośl o nieokreślonym kolorze na tylnej ściance, zaraz za języczkiem. W głowie nagle milion myśli i ta jedna najgorsza - to nie zapalenie gardła, to coś znacznie poważniejszego. 

Noc miałam z głowy, ja i moi domownicy, których postawiłam na nogi. Rumianek parzyłam szklankami, piłam mimo, że już mi się podnosiło. We wtorek do pracy poszłam wystraszona jak sto pięćdziesiąt, co powie mi lekarz. Gdy tylko spotkałam mamę i koleżankę z pracy rozpłakałam się jak dziecko. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego w gardle. Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale wtedy czas się dla mnie zatrzymał. Od razu doktor wziął mnie do gabinetu twierdząc, że to zwykłe zapalenie. Nieco się uspokoiłam, ale nie dało mi to do końca spokoju. Ja, panikara za wszelką cenę chciałam mieć sto procent pewności, że to nic takiego. Dzisiaj rano ból się nasilił. Nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na godzinę szesnastą żeby pójść na wizytę do laryngologa. Nogi miałam jak z waty gdy szefowa (najlepsza laryngolog w całym mieście, a dla mnie na świecie) weszła do rejestracji i powiedziałam jej co się dzieje. Od razu wzięła mnie do gabinetu i powiedziała, że zaraz mnie wyleczy. Okazało się, że mam lekkie zapalenie gardła, ale te naloty to zwykłe pęcherzyki, które może mieć każdy. Jedni mają mniejsze, drudzy większe, a niektórzy w ogóle nie mają. Moja radość była nie opisana. Cały stres dwóch ostatnich dni ze mnie spłynął, dostałam drugie życie. 

Tak naprawdę patrząc na to z obecnej perspektywy zrobiłam problem z niczego, ale nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Odkąd pracuje w przychodni mam do czynienia z różnymi ludźmi i niestety nie jedno już widziałam i słyszałam. Gdy ludzie opowiadają mi co dzieje się na onkologi odechciewa się wszystkiego. Chyba za dużo nasłuchałam się o chorobach i teraz w każdym bólu czy obrzęku widzę same złe rzeczy. Muszę przestać panikować i przejść na inne myśli, bo oszaleję. 

Widzieliście większą ofiarę losu ode mnie? bo ja nie :D 
Jutro idę na badania krwi, które przekładam już od trzech dni i mam nadzieję, że wyniki będą równie dobre jak dzisiejsza diagnoza mojej pani doktor. Dawno nic mnie tak nie ucieszyło i nawet nie przeszkadzał mi fakt, że być może w jej oczach wyszłam na dziwoląga :)))

W końcu idę spać spokojnie... teraz będzie już tylko dobrze! :)

Komentarze

  1. Widzę, że pod tym względem jesteśmy bardzo podobne ;D Też jestem panikarą. Może ciut mniejszą, niż jeszcze kilka lat temu, ale jednak dalej. Mocniej zaboli mnie brzuch, czy coś innego, a ja mam już w głowie 123456 myśli co to może być strasznego. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale widzę że nie jestem sama i wszystko wyolbrzymiam ;D trzymam kciuki za dobre wyniki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedaku! Co się strachu najadłaś to Twoje :P
    Ja z kolei w drugą stronę, zazwyczaj bagatelizuje objawy, bo nigdy nie chce mi się po ludzku umówić na wizytę i iść do lekarza :P Wynikiem tego zazwyczaj jest to, że najbardziej chora chodzę do pracy, a zwolnienie dostaję jak już w sumie mi przechodzi i potem nudzę się w domu :P

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam wręcz odwrotnie i nie wiem co gorsze. Ignoruję wszelkie znaki, które mogą świadczyć o jakiejś chorobie, a później wychodzi szydło z worka. :)
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też okropnie panikuję ;) Z niczego robię wielkie HALO, za które dostaję później opiernicz od Damiana, bo nie potrzebnie panikuję -.- Ale taki nasz urok ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może aż tak, to nie, ale też należę do tej zacnej społeczności :D

    OdpowiedzUsuń
  6. he he he.. ludzie tak mają, że sobie coś wkręcą. ale ja zawsze powtarzam, że lepiej być mile zaskoczonym na koniec niż rozczarowanym ;-) chociaż stres wcale nie sprzyja naszemu zdrowiu więc warto czasem dać sobie na wstrzymanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też musiałabym wybrać się na badania krwi, ale zawsze to odwlekam, bo boję się igieł xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ofiara losu to nie.. ale faktycznie trochę panikujesz :P ja usłyszałam werdykt że jak nie zacznę leczyć nadciśnienia bo podobno mam to czeka mnie przeszczep serca bo mam szmery jeszcze... Myślisz że się tym przejęłam? Szczerze ani trochę w zasadzie to olewam, zawsze taka byłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ach, kochana, wszystko dobre, co się dobrze kończy. Całe szczęście, że to nic groźnego. Panika faktycznie nie była potrzebna, ale o swoje zdrowie każdy się boi...

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeraża nas to, czego nie znamy, a jeśli przebywa się tak jak Ty, w otoczeniu ludzi, których dręczą różne choroby, to nic dziwnego, że jak zauważysz jakiś dziwny objaw u siebie zaczynasz panikować. Ofiarą losu na pewno nie jesteś, o zdrowie warto dbać, ale nie trzeba się aż tak przejmować. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wolno od razu panikować:) Wiem, łatwo mi mówić.
    Najważniejsze, że nic się nie stało i że to nie jest nic groźnego.
    Ja znowu mam na odwrót. Zawsze ignoruję objawy chorób. Nie przejmuję się nimi. Do lekarza chodzę w ostateczności. Może i to nie jest zbyt odpowiedzialne, ale taki już jestem. Bardziej się troszczę o innych niż o siebie :)
    Aaa, no i nie nazywaj się ''ofiarą losu'' :)
    Duużo zdrówka, pozdrawiam
    zmienicswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Czasem każdy panikuję - czasem można ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam podobnie. Również jestem panikara. Potrafię z byle bólu stworzyć całą historię najczarniejszą z możliwych. Uczę się, jak tego nie robić, bo to jednak jest męczące. :) Cieszę się, że to zwykłe zapalenie. Dużo zdrówka. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak byś zobaczyła moje migdały to byś się dopiero wystraszyła :p Dość że są różnej wielkości (i tłumacz tu za każdym razem lekarzom, że tak mam od dawna) to są pełne "dziurek" i często udaje mi się wypluć takie jakby ropne kulki - podobno w ten sposób migdałki się oczyszczają, ale z początku sama się tym martwiłam.
    Każdy z nas ma w sobie większego lub mniejszego panikarza.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mi też się zdarza martwić wiesz zdrowie jest bardzo ważne i nie należy zbytnio go lekceważyć. Wzajemna obserwacja ? Zapraszam do mnie https://klaudiaonelive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Też zdarza mi się panikować, ale nie gdy chodzi o zdrowie, a o bardziej przyziemne sprawy :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Haha, skąd ja znam takie zachowanie... :D Też często wychodzi ze mnie panikara, zwłaszcza jeśli coś zaczyna się dziać z organizmem, zwykle to nic poważnego, ale tyle stresu co ja się przez to nie raz najadłam to masakra ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz