Moje niespełnione marzenia

Wraz z nadejściem mojej mimo wszystko ulubionej pory roku, zebrało mi się na niebanalne przemyślenia. Od zawsze marzyłam o wyprowadzce z rodzinnego miasta. Chciałam za wszelką cenę wyrwać się z otaczającej mnie rzeczywistości (tak jak zrobił to mój brat), spakować się i wyruszyć w siną dal. Początkowo przeszło mi przez myśl, aby zadomowić się we Włoszech. Mam tam brata, więc i spać miałabym gdzie, piękna okolica, która wręcz wołała mnie do siebie. Dobrze, ale co dalej? Po włosku umiem podstawowe słowa, takie jak dziękuję, proszę, dobranoc i do widzenia (chociaż te dwa ostatnie doskonale potrafię pomieszać i na powitanie powiedzieć dobranoc i usiąść zadowolona, taka zdolna jestem). Nauka języka zajęłaby mi dużo czasu, co zdecydowanie utrudniało sprawę. Przystało na tym, że spędziłam tam piękne wakacje kilka lat temu i z podkulonym ogonem wróciłam do siebie. 

Następnym moim kaprysem były Niemcy/Holandia. Matko, ile moich znajomych wyjechało w tamte strony. Zadowoleni, z pewną pracą i mieszkaniem, które (ponoć) bez problemu dostali. Żyć nie umierać, prawda? Prawda. Tylko nienawidzę języka niemieckiego do tego stopnia, że przez 9 lat nauki nie umiem kompletnie nic. Ponadto język ten strasznie mnie drażni i wiem, że nie wytrzymałabym tam ani minuty. 


Po kilku latach zeszłam troszkę na ziemię. Moim marzeniem stał się Kraków. I w tym właśnie momencie ogarnął mnie smutek, to był chyba moment kiedy dojrzałam. Smutek na samą myśl o zostawieniu rodziny, przyjaciół, pracy. Jasne, dużo łatwiej zadomowić się w Krakowie. Pewnie znalazłabym byle jaką pracę, za którą byłoby mnie stać na małą kawalerkę, ale co z tego? To tutaj mam moich najbliższych, którzy potrzebują mnie na co dzień. Ukochany nie chciał myśleć o wyprowadzce. Nie dziwię się, ma tutaj bardzo dobrze płatną pracę, spełnia się zawodowo i co najważniejsze ma tutaj mamę, która także wymaga odpowiedniej opieki. Niestety, w związki na odległość nie wierzę ani trochę. Zostaliśmy tutaj i wiecie co? Nie żałuję. Bywały momenty kiedy byłam wściekła, że przez najbliższe mi osoby nie mogłam spełnić swojego marzenia, ale gdy tylko zobaczyłam w ich oczach miłość, cała złość znikała w oka mgnieniu i moje serce wypełniło uczucie, nie do opisania. Czasami nie możemy mieć wszystkiego. Wydaje mi się, że każdy z nas ma jakieś niespełnione marzenia, które na zawsze takie pozostaną.

Komentarze

  1. To takie prawdziwe. Masz rację, że każdy ma jakieś niespełnione marzenie.Ale najważniejsze, że masz osoby, które Cię kochają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kocham podróżować, jednak nigdy nie chciałam przenieść się gdzieś na stałe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przez pewien okres swojego życia miałam tak dość swoich bliskich, że po prostu chciałam wyjść z domu w tym czym stoję i uciec od nich gdzieś w świat. Zostawić wszystko i zacząć od nowa. Z nowym imieniem, nazwiskiem, adresem zamieszkania i numerem telefonu.
    Kiedy w końcu udało nam się stworzyć normalną relację i żyć w zgodzie, padła propozycja abym przeprowadziła się do miasta mojego ówczesnego chłopaka. Kompletnie mi to nie pasowało, bo nie chciałam zostawiać rodziców, mojej ukochanej chrześnicy i jedynej przyjaciółki. Mój chłopak tego nie rozumiał, ale sam nie zamierzał opuszczać swojego miejsca zamieszkania, bo kocha to miejsce całym sercem. A tak naprawdę u mnie miałby lepsze warunki do znalezienia pracy w swoim zawodzie.
    Także doskonale rozumiem Cię, bo sama wiem jaka to ciężka decyzja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami z pewnych marzeń warto zrezygnować na rzecz bliskich i kochających nam osób :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Związki na odległość są super, mimo wszystko! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W Holandii obowiązuje język niderlandzki, który jest mieszanką niemieckiego i angielskiego :) Holendrzy perfekcyjnie znaj angielski, dlatego znając tylko ten język spokojnie się dogadasz.
    Co do marzeń, to czasem lepiej, żeby niektóre się nie spełniały.

    OdpowiedzUsuń
  7. dobry post, też mi się teraz zebrało na reflekse. Ja od dziecka marzyłam wyjechać i mieszkać w Usa, do tej pory mam czasami takie myśli, choć rzadko, bo myślę bardziej relaistycznie niż kiedyś. Wszytsko się zmienia z biegiem czasu, dojrzewamy, zdajemy sobie sprawę z niektorych rzeczy. Ja również tak jak ty nie wierzę w związki na odległość, dla mnie wazne jest, aby być z ukochana osobę. Myślę, że jak się kogoś kocha i jest się szczęsliwym , to nieważne w jakim miejscu na swiecie się mieszka , gdyż wszędzie nam bedzie dobrze z tą osobą. I po drugie rodzina, gdybym wyjechała za granicę na stałę, z pewnością bardzo bym za nimi tęskniła..

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach.. no widzisz. Ja wyjechałam, dorobiłam się kariery , ale miałam moemnty że żałowałam że wyjechałam. Tęsknota była byt duża, jednak moj wyjad miał duży plus bo tutaj poznałam swoją Miłość, mojego Męża. Gdyby nie wyjazd za granicę to nigdy nie miaabym okazjii. Jednak tęsknota do rodziców jest okropna i strasznie boli :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Każdy ma jakieś nie spełnione marzenie, chyba nie ma takiej możliwości, aby wszystkie spełnić.

    OdpowiedzUsuń
  10. mam podobnie, z tym, że ja jednak nie zostałam w rodzinnych stronach. Wyprowadziłam się na studia, co prawda nie za bardzo daleko, bo jedyne 60km, ale w rodzinne strony powrotu już nie planuję. Myślę, że poniekąd osiągnęłam to, co chciałam- wyprowadziłam się pozostawiając jednak rodzinny dom w bliskim zasięgu ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Związki na odległość są możliwe- trzeba tylko chcieć, choć pewnie nie każdy się do tego nadaje.
    No cóż, nie każde marzenia da się spełnić. Grunt, ze tego nie żałujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiele osób próbowało mnie przekonać, że życie poza granicami Polski jest lepsze, łatwiejsze. Ale nie jestem tego taka pewna, co potwierdził mi mój kuzyn, który po roku życia w Anglii wrócił do Polski - nie wytrzymał z tęsknoty za rodziną i dziewczyną. Wszyscy narzekają, że ciężko w Polsce o dobrą pracę, ale jeśli ktoś chce, znajdzie dobre miejsce dla siebie. Wszyscy młodzi z mojego otoczenia, którzy wchodzili lub dopiero wchodzą w dorosłe życie znaleźli odpowiednie stanowiska dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Najważniejsze, że dostrzegasz wszystko to co masz dzięki temu, że Twoje marzenie się nie spełniło :)
    Czasem warto po prostu zmodyfikować swoje marzenia na takie, które jak się zrealizują będą cieszyć Ciebie w 100%! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Powiem Ci, że ja zawsze chciałam wyjechać. Czekałam na koniec technikum, aby spakować manatki i zwiać w siną dal. Moje życie jednak potoczyło się inaczej, ale po paru latach wylądowałam w Holandii. Sama. Bez przyjaciół, chłopaka, rodziny. Niesamowicie mi się tam podobało, naprawdę było pięknie. Ale wytrzymałam niecały miesiąc. Wróciłam ze łzami w oczach, a gdy zobaczyłam mamę czekającą na mnie pod blokiem to prawie umarłam ze szczęścia. Teraz mieszkam w mieście 20km oddalonym od rodziców, widujemy się co najmniej raz w tygodniu i jest naprawdę super. Marzę o podróżach, poznawaniu świata. Ale przestałam marzyć o wyprowadzce na drugi koniec świata. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Grunt to nie żałować. Widocznie tak miało być. Może przez to właśnie doceniłaś tą siłę rodziny, więzi z bliskimi.... A Kraków. Może kiedyś? Kto wie? :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz