20 sierpnia

Moje kosmetyczne odkrycia

Moje kosmetyczne odkrycia
Dobry wieczór, dzisiaj post troszkę innej tematyki, tak dla urozmaicenia. W planach mam także dla Was krótką wędrówkę po Czeskich odkryciach, ale to następnym razem. Dzisiaj zostaniemy przy kosmetykach, bez których nie wyobrażam sobie codzienności. 

Z natury mam bardzo jasną karnację, co ma swoje plusy jak i minusy. Od kiedy pamiętam moją największą udręką było znalezienie odpowiedniego podkładu. Jeden (010 porcelan) był za jasny, a drugi znowu za ciemny. I jak tutaj wyglądać dobrze, a jednocześnie nie nakładać na siebie tony podkładów? Odpowiedź jest prosta: 

Podkład Lasting Finish 100 ivory marki Rimmel, to strzał w dziesiątkę. Sprawdza się w każdej sytuacji. Idealnie pokrywa wszystkie niedoskonałości, nie tworząc przy tym sztucznej maski, którą widać już z odległości przy innych podkładach. Nie wysusza skóry oraz utrzymuje się bardzo długo, czasami po całym dniu pracy i bieganiu pozostaje niemal nienaruszony. Moja cera bardzo się z nim polubiła i nie wyobrażam sobie innego podkładu dla siebie. Jest to podkład na lato, jak i na chłodne dni. Odcieni jest bardzo dużo więc z pewnością każdy znalazłby coś dla siebie. Z czystym sercem moja ocena 10/10


Drugim moim odkryciem są Perełki rozświetlające AVON True Colour. W połączeniu z podkładem powyżej komponują się idealnie. Nadają twarzy bardzo ładne, delikatne i przede wszystkim naturalne rozświetlenie, dopełniając makijaż w stu procentach. Idealne dla osób z jasną karnacją, taką jak moja. Dla osób z ciemniejszą są także perełki brązujące z tej serii, które również mogę Wam polecić, ponieważ używa ich moja mama i niezmiernie sobie je chwali. Muszę się przyznać, że do marki AVON od zawsze podchodzę z dystansem, są produkty dobre, ale także z którymi się nie polubiłam i chyba nigdy nie będziemy się przyjaźnić. Te perełki to jedna z niewielu rzeczy, które mogę gorąco polecić. Moja ocena 7/10 :)

A Ty bez jakich kosmetyków nie wyobrażasz sobie codziennego makijażu? 
Jaka jest Twoja ulubiona marka? :)

17 sierpnia

Przyjazna atmosfera w pracy to podstawa

Przyjazna atmosfera w pracy to podstawa
Gdy byłam jeszcze nastolatką strasznie bałam się swojej przyszłości. Zazwyczaj byłam wycofana, nie chciałam aby ktoś zwracał na mnie uwagę. Taka skryta, cichutka Kasia, która była trzymana pod kloszem. Może to kwestia, że wychowywałam się wśród dorosłych tak na mnie wpłynęła, ale w pewnym momencie zaczęłam obawiać się... pójścia do pracy. Nie byłam samolubna, ani rozkapryszona, jednak praca to nie zabawa i pewne zasady w niej obowiązują. 

Moje pierwsze zajęcie było raczej z tych 'lajtowych', chociaż na początku też nie bywało kolorowo. Szukałam pierwszej pracy aby zobaczyć jak to jest. Dowiedziałam się, że w pobliskim zakładzie fotograficznym szukają osoby do robienia, obrabiania zdjęć, sprzedawania ramek, robienia reprodukcji ze starych fotografii. Czemu by nie spróbować? Dostałam tę pracę. Jedynym minusem byli ludzie, z którymi nigdy wcześniej nie miałam takiej styczności, a na pewno nie w tak dużych ilościach. Musiałam z dnia na dzień przestać być nieśmiałą dziewczyną i umieć zachęcić klienta do kupienia chociażby ramki czy wywołania zdjęć.  Plusem był fakt, iż byłam tylko ja i właścicielka. Bardzo szybko się polubiłyśmy i przeszłyśmy na bliskie relacje. Nie wiem czy to do końca dobrze, ale atmosfera w pracy była bardzo korzystna. Z radością biegłam do pracy, czasami zostawałam dłużej chociaż nie musiałam aby dotrzymać towarzystwa pracodawczyni. I wtedy zapaliło się zielone światło, że praca nie musi być tylko obowiązkiem, ale też przyjemnością, a atmosfera podczas wykonywania pracy potrafi bardzo zmienić. Do dzisiaj mamy dobry kontakt ze sobą, mimo, że już prawie dwa lata tam nie pracuję. Bardzo dobrze wspominam swoją pierwszą pracę :)

Moim kolejnym wyzwaniem była praca w przychodni i tutaj zaczęły się schody. Nie byłam tylko ja, było mnóstwo innych dziewczyn, których z początku nieco się obawiałam. Jak się okazało niepotrzebnie, bo pomimo dużej różnicy wieku są to dziewczyny do tańca i do różańca. Dosłownie. Nie od razu było tak pięknie łatwo, ale gdy tylko złapałyśmy wspólny język poszło jak po maśle. Nie ma u nas czegoś takiego jak obgadywanie drugiej osoby. Nie ma śmiania się, dokuczania sobie czy robienia na złość i skarżenia do osób wyżej. To o czym rozmawiamy zostaje tylko między nami i zawsze trzymamy się razem. Jesteśmy zgraną paczką, która pomaga sobie wzajemnie. Czasami zaczyna mnie przerażać fakt, że rozumiemy się bez słów. Z opowieści znajomych wiem, że nie zawsze jest tak kolorowo. Nie wiem czy to kwestia mojego szczęścia, czy przypadek, ale jestem bardzo zadowolona, że pracuję tu gdzie pracuję i mogę mieć przyjemność z takimi ludźmi. Nasze relacje bardzo nam pomagają, nie ma stresu w pracy, bo wiemy, że sobie poradzimy z tym wszystkim razem. Gdy czegoś nie wiem pytam, nie obawiam się burczernia 'ile razy można to powtarzać', tylko otrzymuję pomoc. Działa to także w drugą stronę. W takiej atmosferze praca staje się przyjemnością :)


A Wy jakie macie doświadczenia w tej kwestii? Trafialiście na fajnych współpracowników, czy raczej trzymaliście się na dystans i robiliście swoje? :)

15 sierpnia

Jogging - jak zacząć?

Jogging - jak zacząć?
Początki zawsze są najtrudniejsze. Przekonujemy się o tym bardzo często kiedy chcemy zacząć ćwiczyć, wprowadzić dietę czy zacząć coś bardzo ważnego dla nas. Dużo osób mówi "najtrudniej jest zacząć, a później leci już z górki". Podpisuje się pod tym rękami i nogami. Już jakiś czas temu planowałam zrobić coś ze sobą, moim pomysłem było bieganie. Co prawda mamy połowę sierpnia, ale... zaczęłam i jestem z tego powodu bardzo dumna. 

Wraz z koleżanką z pracy postanowiłyśmy wziąć się za siebie. Ja, dlatego żeby nie siedzieć z tyłkiem przed telewizorem, i poczuć się lepiej, Ona - żeby troszkę zrzucić zbędnych kilogramów po dwóch ciążach oraz dla poczucia własnej wartości. Zdecydowałyśmy na sam początek zacząć swoją przygodę z joggingiem. Zaczęłam sporo o tym czytać, a szczególnie czym różni się bieganie od joggingu. 
 
Jogging może uprawiać praktycznie każdy. Jest to nic innego, jak bieg w wolnym tempie lub trucht. Trening joggera nie wymaga znacznego wysiłku fizycznego. Podczas joggingu biegamy maksymalnie 9 km/godz. lub 6 min/km. Treningi są długie, ale powolne. W tej formie treningu nie istnieje rywalizacja, biega się parami, na luzie i dla własnej przyjemności.

Efekty, jakie uzyskujemy wykonując regularnie jogging, to smukła sylwetka i wzmocnienie układu odpornościowego. Podczas treningu spalamy średnio 400-500 kilokalorii.
Trening biegowy wymaga znacznie więcej wysiłku od joggingu i nie może być wykonywany przez każdą grupę wiekową. Bieg jest najszybszym z możliwych ruchów, dzięki którym człowiek może się przemieszczać. Biegacze stale podnoszą sobie poprzeczkę, mierzą czas, zwiększają dystanse, biją własne rekordy oraz startują w zawodach i maratonach. Bieganie od joggingu różni się szybkością pokonywania wyznaczonego dystansu. Podczas treningu biegowego znacznie przekraczana jest prędkość 10 km/godz.                                                                                      ~źródło~
 
Jako swoją trasę wybraliśmy bardziej spokojną drogę, która prowadzi na ogródki działkowe. Droga bardzo fajna, z lekkimi wzniesieniami coby nie było za łatwo. Pogoda wręcz idealna na tego typu aktywność. Słońce nie dawało się aż tak bardzo we znaki, był leciutki wiaterek - jednym słowem idealnie. Towarzyszyły nam również skrzaty koleżanki, które także miały nie małą uciechę. Można z całą pewnością stwierdzić, że ta aktywność jest dla całej rodziny. 

Co się zmieniło? Nabrałam więcej motywacji i już nie mogę doczekać się jutra. Zmieniło się moje nastawienie oraz samoocena. Endorfinki we mnie szaleją, co bardzo mi się podoba. Na początek chcemy uprawiać jogging trzy razy w tygodniu. Jak nam się uda, zobaczymy. Nie zawsze są do tego odpowiednie warunki. W dalekich planach chcemy spróbować swoich sił na basenie, okaże się czy czas oraz obowiązki nam na to pozwolą. Natomiast podczas dzisiejszego późnego popołudnia udało mi się ustrzelić kilka zdjęć :)




A już jutro wracamy do codzienności. Kto wstaje o szóstej? łapka w górę! :)
Jogging może uprawiać praktycznie każdy. Jest to nic innego, jak bieg w wolnym tempie lub trucht. Trening joggera nie wymaga znacznego wysiłku fizycznego. Podczas joggingu biegamy maksymalnie 9 km/godz. lub 6 min/km. Treningi są długie, ale powolne. W tej formie treningu nie istnieje rywalizacja, biega się parami, na luzie i dla własnej przyjemności.
Efekty, jakie uzyskujemy wykonując regularnie jogging, to smukła sylwetka i wzmocnienie układu odpornościowego. Podczas treningu spalamy średnio 400-500 kilokalorii.


http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/bieganie/jogging-bieganie-czym-to-sie-rozni_42217.html
Jogging może uprawiać praktycznie każdy. Jest to nic innego, jak bieg w wolnym tempie lub trucht. Trening joggera nie wymaga znacznego wysiłku fizycznego. Podczas joggingu biegamy maksymalnie 9 km/godz. lub 6 min/km. Treningi są długie, ale powolne. W tej formie treningu nie istnieje rywalizacja, biega się parami, na luzie i dla własnej przyjemności.
Efekty, jakie uzyskujemy wykonując regularnie jogging, to smukła sylwetka i wzmocnienie układu odpornościowego. Podczas treningu spalamy średnio 400-500 kilokalorii.


http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/bieganie/jogging-bieganie-czym-to-sie-rozni_42217.html
Jogging może uprawiać praktycznie każdy. Jest to nic innego, jak bieg w wolnym tempie lub trucht. Trening joggera nie wymaga znacznego wysiłku fizycznego. Podczas joggingu biegamy maksymalnie 9 km/godz. lub 6 min/km. Treningi są długie, ale powolne. W tej formie treningu nie istnieje rywalizacja, biega się parami, na luzie i dla własnej przyjemności.
Efekty, jakie uzyskujemy wykonując regularnie jogging, to smukła sylwetka i wzmocnienie układu odpornościowego. Podczas treningu spalamy średnio 400-500 kilokalorii.


http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/bieganie/jogging-bieganie-czym-to-sie-rozni_42217.html
Jogging może uprawiać praktycznie każdy. Jest to nic innego, jak bieg w wolnym tempie lub trucht. Trening joggera nie wymaga znacznego wysiłku fizycznego. Podczas joggingu biegamy maksymalnie 9 km/godz. lub 6 min/km. Treningi są długie, ale powolne. W tej formie treningu nie istnieje rywalizacja, biega się parami, na luzie i dla własnej przyjemności.
Efekty, jakie uzyskujemy wykonując regularnie jogging, to smukła sylwetka i wzmocnienie układu odpornościowego. Podczas treningu spalamy średnio 400-500 kilokalorii.


http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/bieganie/jogging-bieganie-czym-to-sie-rozni_42217.html
Jogging może uprawiać praktycznie każdy. Jest to nic innego, jak bieg w wolnym tempie lub trucht. Trening joggera nie wymaga znacznego wysiłku fizycznego. Podczas joggingu biegamy maksymalnie 9 km/godz. lub 6 min/km. Treningi są długie, ale powolne. W tej formie treningu nie istnieje rywalizacja, biega się parami, na luzie i dla własnej przyjemności.
Efekty, jakie uzyskujemy wykonując regularnie jogging, to smukła sylwetka i wzmocnienie układu odpornościowego. Podczas treningu spalamy średnio 400-500 kilokalorii.


http://wformie24.poradnikzdrowie.pl/bieganie/jogging-bieganie-czym-to-sie-rozni_42217.html

13 sierpnia

Cieszę się, że mam rodzeństwo!

Cieszę się, że mam rodzeństwo!
Witajcie! Po tygodniowej przerwie w końcu dostałam się do laptopa i mogę coś dla Was naskrobać, z czego bardzo się cieszę. Ostatnio dużo się działo. Przyjechał mój brat z Włoch, którego widuję raz, maksymalnie dwa razy w roku, także każdą wolną chwilę poświęciłam jemu. Rozmów nie było końca, a tęsknota dała się we znaki. Niestety nastąpił czas pożegnania, czego osobiście nie lubię. Dzisiaj postanowiłam właśnie poruszyć temat rodzeństwa. 


Osoby, które mnie znają to wiedzą, że mam dwóch dużo starszych braci. Gdy ja przyszłam na świat, moi bracia powoli zakładali swoje rodziny. Dorastając zostałam sama w domu z rodzicami, co ma swoje plusy, jak i minusy. Nie mogę powiedzieć, że czułam się jak jedynaczka, ponieważ bardzo dużo czasu spędzaliśmy razem. Bracia zabierali mnie do aquaparku, zoo i na różne wycieczki. Jednak w domu wieczorami zawsze musiałam zajmować się sama sobą. Nie było wspólnego wygłupiania się, rozmawiania o chłopakach i robieniu sobie figlów wzajemnie. Chwilami byłam nawet zazdrosna o ich żony, co teraz wydaje mi się śmieszne, ale wtedy wydawało mi się, że zostawili 'życie ze mną' dla nich. Nie ogarniam dzisiaj jak mogłam tak w ogóle pomyśleć! :)

Gdy rodzeństwo jest starsze nie ma się wspólnych tematów, które scalają. Zawsze traktowali mnie jak małą siostrzyczkę. Do dzisiaj odnoszę takie wrażenie, że nie traktują mnie jak dorosłą kobietę, tylko zawsze za plecami mają tą różnicę wieku (jeden 20lat, drugi 15.). Nie powiem żeby specjalnie mi to przeszkadzało. Zawsze szczyciłam się, że mam starszego brata, który w każdej chwili mnie ochroni. I pewnie do dzisiaj mogę być spokojna. Czuję, że pomimo sporów, które jak wiadomo zdarzają się każdemu skoczą za mną w ogień. Działa to także w drugą stronę. Wbrew pozorom jesteśmy zgranym rodzeństwem, mimo, że jeden z braci mieszka we Włoszech i widujemy się bardzo rzadko. Magia internetu pozwala nam utrzymywać dobry kontakt. Nie wyobrażam sobie bycia jedynaczką. Byłoby mi smutno i nie czułabym się tak bezpiecznie jak teraz. Mam świadomość, że gdyby nie wiadomo co się działo mogę na nich liczyć w stu procentach, co pozwala mi spać spokojnie. Święta i rodzinne uroczystości nie miałyby takiego magicznego klimatu jak teraz. Nie miałabym na kogo czekać, za kim tęsknić i do kogo się odezwać gdy mi smutno. Bardzo się cieszę, że mam rodzeństwo! :)

06 sierpnia

Pies - najlepszy przyjaciel człowieka

Pies - najlepszy przyjaciel człowieka
Odkąd pamiętam zawsze marzyłam o posiadaniu psa. Gdy miałam dwanaście lat codziennie dręczyłam rodziców aby w końcu się zgodzili. Los chciał, że znajomy mojej mamy miał namiar na  panią doktor, która miała 5-miesięcznego kundelka i niestety nie dawała rady się nim opiekować. W końcu mama mi uległa, pojechałyśmy do pobliskiego miasta 'zobaczyć'. Tata do samego końca pozostawał nieugięty, a wręcz obraził się na nas, że jedziemy. 

Gdy zajechałyśmy na miejsce czarnuszek od razu do mnie przyleciał. Usiadł koło mojej nogi i nie odstępował mnie ani na krok. Od razu wiedziałam, że od tej pory będzie moim najlepszym przyjacielem. Wzięliśmy go za symboliczną złotówkę, tak coby się dobrze chował. Rocky jest ze mną do dziś. Oczywiście gdy tata go zobaczył od razu zmiękło mu serce, po niedługim czasie i oni złapali 'wspólny język', byli nierozłączni. W końcu, jak nie pokochać takiego słodziaka? :)


 (zdjęcie zrobione w 2014 roku :))

(zdjęcie robione dwa lata temu, troszkę już mu się posiwiało :))

Do dnia dzisiejszego nie wiem jak pies potrafi wyczuć humor człowieka. Ilekroć było mi smutno, źle czy płakałam - on zawsze był przy mnie. Kład się obok i patrzył na mnie jakby chciał coś powiedzieć. Nigdy nie czułam się sama. Rodzice dużo pracowali, bywało tak, że przychodziłam ze szkoły i byłam sama do wieczora. To właśnie dzięki Rockiemu nie czułam się samotna. Uwielbiałam i do tej pory uwielbiam spacery. Ktoś by powiedział, że to męczarnia kilka razy dziennie wychodzić z psem, chodzić tam i z powrotem. Dla mnie jest to super sprawa. Mogłabym godzinami spacerować po pobliskiej łące i ani trochę by mi się to nie znudziło. Wiadomo, bywają dni (szczególnie zimą), że nie chce się wychodzić spod ciepłej kołdry. Jednak gdy przyjdzie czarnuszek ze swoimi pięknymi oczętami, do tego merdając ogonkiem nie ma szans aby mu odmówić. 

Jedyny problem przy posiadaniu psa jest fakt, iż trudno gdzieś wyjechać bez niego. Nie uśmiecha mi się zostawianie go z obcymi ludźmi, lub co gorsze w hotelu dla psów. Być może jest tam fajnie, dobra opieka, ale mnie to nie przekonuje. Od razu wyobrażam sobie jego oczy pełne tęsknoty. Żaden taki wyjazd nie przyniósłby mi radości, ciągle byłabym myślami przy nim. Na szczęście takich sytuacji nie było za wiele, na palcach jednej ręki można policzyć :) 

Dzisiaj Rocky ma 12,5 roku i jest pełnym energii psem. Do tej pory wyczuwa moje samopoczucie i bardzo często daje mi o tym znać. Wstaje razem ze mną, czeka aż wrócę z pracy. To niesamowite uczucie. Cokolwiek by się nie działo, wiem, że byłby przy mnie. Lepszego przyjaciela nie mogłam sobie wymarzyć :)

05 sierpnia

Coś do stracenia - Cora Carmack

Coś do stracenia - Cora Carmack
Idąc za ciosem sięgnęłam po następną książkę, która okazała się również wartą do przeczytania. Pomyślicie, że jestem wygłodniała jeśli chodzi o literaturę. Chyba coś w tym jest! :D
Coś do stracenia - Cora Carmack
Tytuł oryginału: Losing It
Data wydania: 18 czerwca 2014
Liczba stron: 308
Kategoria: literatura współczesna

Pewnego dnia studentka o imieniu Bliss ma dość bycia dziewicą. Wszystkie jej koleżanki przeżyły już swój pierwszy raz, mają o czym opowiadać, a ona stoi w miejscu. Chce jak najszybciej to zmienić. Postanawia pójść na imprezę, poderwać faceta na jeden raz. Do klubu wybiera się z najlepszą przyjaciółką, która za wszelką cenę chce jej pomóc. Podczas imprezy poznaje przystojnego faceta o imieniu Garrick. Facet jak marzenie, szybko znajdują wspólny język i jeszcze tego samego wieczoru lądują w łóżku. Kiedy akcja zaczyna się rozkręcać i jest już bardzo blisko, Bliss zaczyna wariować i tchórzyć, ucieka z mieszkania pod pretekstem, w który nikt o zdrowych zmysłach by nie uwierzył, zostawiając Garricka rozebranego w swoim łóżku. Następnego dnia zaczyna się ostatni semestr w college'u. Niespodziewanie na zajęcia przybywa nowy wykładowca, który okazuje się facetem, którego osiem godzin wcześniej poznała i zostawiła w swoim mieszkaniu... Podczas zajęć teatralnych para zakochuje się w sobie, nie wyobrażają sobie życia bez siebie... jednak ich związek nie ma prawa bytu. On wykładowca, ona uczennica. Co w takim razie zrobią z wielkim uczuciem, które się w nich obudziło? 

Książka bardzo lekka. Pisana w luźnym stylu, która zostaje na długo w pamięci. Fabuła intrygująca, z każdą stroną byłam coraz bardziej ciekawa jak skończy się historia tych dwojga. Zabawne teksty powodowały śmiech przez 3/4 książki. Przeczytałam ją w jeden wieczór i nie przesadzę jeśli stwierdzę, że to jedna z lepszych książek, które miałam okazje przeczytać. Może ktoś pomyśli, że to dobre dla nastolatek. Może tak być, ale czasami fajna jest taka odskocznia od kryminałów, które co jak co, ale dalej pozostają u mnie na pierwszym miejscu :)

04 sierpnia

Wynajem mieszkania. Jak to wygląda z mojej perspektywy.

Wynajem mieszkania. Jak to wygląda z mojej perspektywy.
Wynajmowanie mieszkania to na pierwszy rzut oka super sprawa. Prywatność, swoboda i możliwości wydają się przekonujące. Ponadto to także dobry test dla par, które planują spędzić ze sobą resztę życia. Znam pary, które nie przeszły tak ciężkiej próby i (na całe szczęście) związek rozpadł się przed ślubem, co uratowało ich oboje. Mieszkanie 'na swoim' to zupełnie coś innego niż z rodzicami. Sama wiem to po sobie. Pamiętam podekscytowanie i układanie w mieszkaniu wszystkiego według siebie. Ale wiecie co? Ta radość i niezależność trwa chwilkę, a później i tak przychodzi szara codzienność. 

Wynajem to kosztowna sprawa. Fajnie, jeśli uda się znaleźć mieszkanie za grosze, w fajnej lokalizacji i w miarę ogarnięte. Niestety, często te rzeczy nie chodzą ze sobą w parze. Wtedy pozostają dwie opcje: albo płacimy jak za zboże, albo mieszkamy w chlewie. Oczywiście w tym drugim przypadku nieco wyolbrzymiłam, ale wiecie co miałam na myśli. Nie ma wątpliwości co do tego, że dwie osoby muszą pracować aby na wszystko starczyło. W naszym przypadku nie mogliśmy sobie pozwolić na wakacje na Majorce, bo wiele nam nie zostawało. Byliśmy tam rok i ten czas wiele nas nauczył. Przede wszystkim sprawdziliśmy siebie i na ile jesteśmy w stanie się poświęcić dla drugiej osoby. Nauczyliśmy się rozplanowywać zakupy i obowiązki domowe. Ze względów finansowych podjęliśmy ważną decyzję, aby zamieszkać z moją mamą, w moim domu rodzinnym. Wątpliwości było wiele, jak się przyzwyczaimy, musimy się troszkę dostosować do mojej rodzicielki i jak będziemy się porozumiewać. Stwierdziliśmy, że szkoda naszych pieniędzy na opłacanie wynajmu, który swoją drogą w naszym przypadku był mega drogi. Wolimy dołożyć się mamie i zaoszczędzić sobie więcej na wesele, a następnie na własnościowe mieszkanie. Nie planujemy tutaj mieszkać do końca swoich dni, jak wszyscy chcielibyśmy kupić nasze małe duże cztery ściany.

Z mojej perspektywy wynajmowanie jest dobre, jednak na chwilę. Na dłuższą metę nie zdaje egzaminu.

Plusy: 
  1. Samodzielność i niezależność;
  2. Większa prywatność;
  3. Sprawdzenie samego siebie oraz partnera

Minusy:
  1. Duże koszty;
  2. Prędzej czy później trzeba kupić swoje mieszkanie;
  3. Większość rzeczy (jeśli wynajmujemy umeblowane mieszkanie) nie jest Twoja;
  4. Jeśli trafisz na podłych wynajmujących możesz mieć kłopot z wypowiedzeniem umowy;
  5. Ponosisz odpowiedzialność za cudze mieszkanie

Przede wszystkim trzeba bardzo uważnie czytać umowy, które podpisujemy. Z reguły są one tworzone jedynie na korzyść wynajmujących, a my nie mamy nic do gadania. Tak było w naszym przypadku. Nie było ani słowa wzmianki, że możemy zrezygnować przed upływem dwóch lat. Dlaczego podpisaliśmy? Byliśmy zbyt podekscytowani aby racjonalnie myśleć i to nas troszkę zgubiło. Mądry polak po szkodzie. Na całe szczęście właściciele okazali się wyrozumiali, jednak mimo wszystko trzeba uważać, bo nigdy do końca nie wiadomo z kim mamy do czynienia. 

02 sierpnia

Ona już nie wróci - Hans Koppel

Ona już nie wróci - Hans Koppel
Dzisiaj przychodzę z recenzją książki, którą bardzo chcę Wam polecić. W ostatnim poście pisałam, że ostatnio brakuje mi literatury i tęsknię za czytaniem. Tego samego dnia wzięłam niedawno wypożyczoną książkę do ręki, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Właśnie tego potrzebowałam. 

Ona już nie wróci - Hans Koppel
Tytuł oryginału: Kommer aldrig mer igen
Data wydania: 11 września 2013
Liczba stron: 304
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał 

Książka zaczyna się spokojnie od przestawienia głównej bohaterki Ilvy oraz jej męża Mike, którzy tworzą na pozór bardzo dobre małżeństwo. Mają małą córeczkę Sanny. Pewnego dnia wracając z pracy Ilva znika bez śladu. Początkowo jej mąż Mike nie bierze tego na poważnie. Uznaje, że na pewno wyszła gdzieś z koleżankami i wróci późno. Gdy nie wraca po dwóch dniach zaczyna się zastanawiać gdzie podziała się jego żona. Przez myśl przechodzi mu fakt iż mogła uciec z kochankiem, ponieważ w przeszłości miała miejsce taka sytuacja. Po kilku dniach Mike postanawia pójść na policję aby złożyć zawiadomienie o zaginięciu. Niestety, policja nie bierze sprawy na poważnie i głównym podejrzanym staje się on sam. Nikt nie chce mu uwierzyć, ludzie wytykają go palcami na mieście. Zostaje z tym wszystkim sam z córeczką, która bardzo tęskni za mamą. Mijają miesiące, po Ilvi nie ma ani śladu. Wszyscy tracą nadzieję na jej odnalezienie. Natomiast ona prowadzi walkę o przetrwanie... 

Nikt nie zdaje sobie sprawy jak blisko jest przetrzymywana. Czy uda się ją odnaleźć? Jakie sprawy z przeszłości Ilvy odgrywają tutaj główną rolę? Czy Mike postanowi o niej zapomnieć i ułożyć sobie życie z inną kobietą? 

Książka trzyma w napięciu praktycznie przez cały czas. Jest bardzo wciągająca, a historia nie jest ani trochę naciągana. Z łatwością można wczuć się w główną bohaterkę i przeżywać każde jej starcie z porywaczami. Dlaczego ją porwali? Główny powód znajduje się w przeszłości Ilvy, który zostaje ujawniony dopiero pod koniec książki. Mimo wszystko samo zakończenie okazało się dla mnie smutne, którego zupełnie się nie spodziewałam. Książka warta przeczytania, przeczytałam ją jednym tchem i bardzo gorąco Wam polecam :)